Droga ku zwinności

Bardzo często zastanawiam się, co powoduje, że ludzie działają wg jakiegoś konkretnego, powtarzającego się schematu. Czemu robią to, co robią i dokładnie w taki sposób? Jakie czynniki wpłynęły na ich obecne zachowanie oraz metody działania?

Nie chcę uprawiać autopsychoanalizy i pewnie poniższym bardzo ją upraszczam, ale w moim przypadku kluczowym wyborem była szkoła podstawowa. Mieszkaliśmy w dzielnicy, w której miałem do wyboru dwie możliwości – szkołę “białą” i “czerwoną”. Tak je wtedy postrzegałem, gdyż tak były pomalowane ich fasady. Znałem dzieciaki z obu, słyszałem o metodach nauczania i panującej w nich atmosferze. Praktycznie brak różnic. Jednak zdecydowałem się na “białą” i tak zaczęła się największa przygoda mojego życia.

W “białej” szkole, oprócz wspaniałych przyjaciół, z którymi trzymam kontakt do dzisiaj (w wielu przypadkach mimo tysięcy dzielących nas kilometrów), dostałem jeszcze jeden cudowny dar od losu – zajęcia JUDO. Trafiłem do klasy o profilu sportowym przy wrocławskim AZS AWF. Codziennie treningi w ramach lekcji, do tego plan zajęć, stołówka i nauczyciele uwzględniający nasze dodatkowe obciążenie. Wspaniałe miejsce do rozwoju i skupienia na praktykowanym sporcie. Wbrew stereotypom, jakość nauki nie cierpiała z powodu naszych sportowych “przywilejów” i zajęć dodatkowych, co później potwierdziliśmy wynikami egzaminów do szkół ponadpodstawowych.

“Ustąp, by wygrać” – Jigorō Kanō, twórca judo. 

Czym jest JUDO?  To japoński system walki bez uderzeń, polegający na obaleniach (rzutach) i obezwładnieniach (trzymaniach, duszeniach i dźwigniach). W pełni defensywny sposób neutralizacji przeciwników. Także sport olimpijski, ze sporymi sukcesami polskich reprezentantów w przeszłości, z którymi spotykałem się w szatni i mijałem na korytarzach hali treningowej. Oczywiście nie wszystkim ten sport “pasuje”, ma swoje wady, ale przez pewien czas mogłem śmiało powiedzieć, że był stworzony dla mnie. Nikła postura, przeciętna siła, z drugiej strony zwinność i zacięcie do powtarzalnych zadań, samodoskonalenia oraz mocny indywidualizm w działaniu – to było coś, czego wtedy szukałem. 

Nazwa “judo” jest tłumaczona z japońskiego jako “droga miękkości”, “droga ustępowania”. W sumie dość słabe hasło reklamowe dla, bądź co bądź, sztuki walki… Tak można myśleć, gdy nie zna się całej filozofii za nią ukrytej. Judo to szansa dla słabszych na zwycięstwo. Wykorzystywanie siły innych i sprzyjających okoliczności. Reakcja zamiast konfrontacji, rozwiązanie siłowe dla dżentelmenów. 

Z czasem odkrywałem również inne aspekty tej sztuki, jak płynność, grację i elegancję ruchów oraz niezwykły taneczny charakter. Połączenie dwóch żywiołów – piękna i walki, lekkości i siły. Warto samemu to ocenić, oglądając mistrzów w … prawdziwym starciu.

[Wideo dot. pięknych ruchów w judo – https://www.youtube.com/watch?v=CDxKMPCSAm8]

Lean i nawyki

Wiele lat później, gdy ćwiczenia na macie były już tylko sennym wspomnieniem,  uzmysłowiłem sobie wagę moich doświadczeń z dzieciństwa. Reminiscencje z judo wróciły jak bumerang, gdy zainteresowałem się na poważnie filozofią lean. LEAN w skrócie to filozofia skutecznego działania, oparta o minimalizację strat. Iteracyjne podejście do doskonalenia wykonywanej pracy w celu maksymalizacji efektów, a w szczególności –  przepływu wykonywanych zadań w systemie / procesie. Zauważyłem wiele wspólnych cech pomiędzy obama dziedzinami, poza ich bezpośrednią proweniencją japońską:

  1. Płynność – dbałość o zapewnienie przepływu (z ang. flow) w procesie lean a “miękki i zwinny” sposób wykonywania technik w judo.
  2. Prostota – eliminacja zbędnych ruchów.
  3. Powtarzalność i systematyczność –  strumieniowy charakter zadań zapewniający ciągłe repetowanie czynności w lean w odniesieniu do żmudnego treningu judo, polegającego na szlifowaniu poszczególnych technik w nieskończoność.
  4. Doskonalenie – dążenie do perfekcji technicznej w judo a ciągłe, iteracyjne poprawianie nieoptymalnych elementów w lean.
  5. Weryfikacja i efekty – sprawdzanie postępów w boju. W judo dosłownie, w lean w miejscu pracy, a nie za biurkiem lub na ekranie komputera.

Jeżeli miałbym podsumować jednym zdaniem, czym jest w zasadzie JUDO i LEAN, to powiedziałbym, że szkołą… budowania właściwych nawyków. Nawyków samodoskonalenia, osiągania lepszych wyników, testowania nowych rozwiązań, gdy inne zawodzą. 

Wspaniale o tym napisał James Clear w swojej książce “Atomowe Nawyki”. Ten doświadczony przez życie bejsbolista, bazując na zbliżonych do zaprezentowanych powyżej zasadach osiągnął niebywały sukces w pracy nad sobą. Wyszedł z ciężkiej kontuzji, w której otarł się o śmierć, by dzięki systematycznej pracy, zastosowaniu prostych, dopasowanych do własnych możliwości rozwiązań, odbudował karierę i prześcignął rówieśników w życiowym biegu. Wszystko dzięki determinacji i właściwym nawykom.

Mistrz

Mimo wielu wspomnianych powyżej aspektów ćwiczenia judo, dla mojego rozwoju bezsprzecznie najważniejszym był Trener. Osoba, która ukierunkowała mój sposób myślenia i działania. Miałem szczęście pracować z młodym asystentem Akademii Wychowania Fizycznego, zafascynowanym naukowym podejściem do ćwiczeń. W przeszłości bardzo dobrym wojownikiem i sportowcem, wtedy już świetnym dydaktykiem z podejściem do dzieci. 

Pisał w tamtym czasie doktorat, do którego zbierał dane prowadząc nasze zajęcia. Testował nas na różne – bardzo wyrafinowane jak na tamte czasy – sposoby, zliczał powtórzenia, badał tętno, mierzył czas. Stosowaliśmy testy i ćwiczenia, które dzisiaj są podawane jako światowe wzorce i przykłady na progresywne podejście do treningu.

Do dzisiaj widzę zamykając oczy jego czarny kajet do zapisywania naszych parametrów kontrastujący z białym kimonem (w zasadzie judogą, bo tak się nazywa strój ćwiczebny w judo). A w nim wyniki, w które dziś trudno mi uwierzyć, choć wiele z nich doskonale pamiętam – tak byliśmy zaangażowani w ich zbieranie i wykorzystywanie. W pewnym momencie wiedzieliśmy nawet, jakie wyniki osiągniemy na przyszłych zawodach, znając nasze parametry przygotowania.

Treningi – minimum 2 godziny dziennie – były bardziej zabawą niż uciążliwą rutyną. Nie zdawaliśmy sobie jednak sprawy, jak nasze “wygłupy” gimnastyczne, “ukryte” kary za utracone w trakcie gry rozgrzewkowej bramki w postaci serii powtórzeń pompek, wyścigi we wspinaczce na linę nas rozwijały. Dopiero weryfikacja w postaci zawodów obnażała przepaść między naszym przygotowaniem a przygotowaniem przeciwników. Na naszą korzyść.

To pokazuje kolejne, niezwykle ważne podobieństwa “mojego” judo i filozofii lean – wykorzystanie ewidencji. Bazowanie na danych, informacji i jej znaczenie dla podejmowanych decyzji. Także transparencji w prezentacji danych, by łatwo wyciągać wnioski i porównywać najskuteczniejsze rozwiązania. To jednak Mistrz w większości przypadków robi różnicę, jego rola w doskonaleniu jest nie do przecenienia. Dokładnie ten sam element wyróżnia James Clear w swojej książce jako klucz do efektów tworzenia dobrych i usuwania złych nawyków.

Fascynacja danymi, tworzeniem z nich informacji i podejmowaniem za ich pomocą decyzji została we mnie do dzisiaj. Tak samo jak mój Mistrz zrobiłem doktorat w oparciu o analizę danych (ekonomicznych, a nie fizjologicznych). Tak samo jak on wszystkich traktuję poważnie, niezależnie od poziomu wytrenowania, w szczególności dzieci. Przypadek, a może dobry wybór z dzieciństwa, pozwolił na bardzo wczesne praktykowanie właściwych nawyków i… podejścia lean – tak modnego i skutecznego szczególnie w dzisiejszych czasach.

Judo ma jeszcze jedną niezwykłą konotację z moimi wyborami życiowymi. Jedno z tłumaczeń nazwy “judo” to… “droga zwinności”, a agile, czyli właśnie zwinność jest jednym z głównych filarów działania LEANSPIN. Przypadek? Nie sądzę 🙂

Udostępnij artykuł:
Maciej Gawlik
Autor:

Maciej Gawlik

Przedsiębiorca i edukator
Doktor ekonomii, trener biznesu, przedsiębiorca w branży IT. Z zamiłowania i startupowiec innowator, posiadający wieloletnie doświadczenie z zakresu analizy danych i procesów biznesowych, przetwarzania informacji oraz wnioskowania biznesowego w dużych i małych organizacjach.
wróć do góry